Magnez i potas

Magnez, kolejny „pierwiastek wyklęty”. Podobnie jak w przypadku innych substancji, na których nie da się zarobić, tak i w tym wypadku prawie w ogóle nie ma badań naukowych, które mogłyby rzucić więcej światła na jego rolę w genezie alkoholizmu i innych uzależnień. Wiemy na pewno, że osoby pijące mają o wiele niższy poziom, wiadomo też, że jest to jedna z przyczyn ich problemów zdrowotnych. Wiadomo, że uzupełnienie tego niedoboru znacznie poprawi stan zdrowia i zwiększy szansę na przeżycie jeszcze paru lat. Pytanie, sprawi również, że łatwiej będzie rzucić?

Chyba najważniejszą przesłanką, która każe przypuszczać, że uzupełnienie będzie miało wyraźny wpływ na szansę powrotu do normalności jest rola magnezu w genezie nerwic. Niedobór sprawia, że ludzie są o wiele wrażliwsi na stres, jest to efekt na tyle silny, że zastosowanie suplementów może bardzo szybko, w kilka tygodni wyleczyć objawy ataków lękowych, które „normalnie” leczy się całymi latami za pomocą psychotropów i psychoterapii.

Spróbujmy dodać 2 do 2. Alkoholizm sprawia, że znacznie spada poziom magnezu. Niski poziom magnezu sprawia, że bez przerwy odczuwamy stres. Chroniczny stres sprawia, że znacznie częściej sięga się po alkohol.

Teoretycznie wszystko się zgadza, wystarczy teraz przeprowadzić kosztującą jakieś śmieszne grosze próbę kliniczną, dać próbującym wyjść z nałogu alkoholikom pastylki, czerwona z placebo, niebieska z magnezem, zobaczyć, w której grupie więcej osób odniesie sukces. Może trudno w to uwierzyć, ale do tej pory nikt tego nie zrobił.

Jak uzupełniać niedobory? Zacznijmy od najważniejszej informacji, zwykłe badanie poziomu z krwi jest bezużyteczne. Bardzo wiele osób ma w tym badaniu świetne wyniki, ale gdy wykonają badanie magnezu wewnątrzkomórkowego okazuje się, że mają bardzo niski poziom. Jeśli lekarz wam wmawia, że nie trzeba suplementować, bo w tym teście wszystko wyszło OK, zmieńcie lekarza – skoro robi takie podstawowe błędy, kto wie, co jeszcze może popsuć.

Druga istotna informacja – magnez jest w równowadze z wapniem. Duże dawki jednego wywołają objawy niedoboru drugiego. Często zdarza się, że ludzie zaczynają brać magnez, po jakimś czasie widzą, że skacze im powieka, że nie są w stanie w nocy zasnąć – w internecie czytają, że to objaw niedoboru, więc zwiększają dawki, objawy się pogłębiają… tak naprawdę ich problemem był obniżony poziom wapnia. Często niedobory występują łącznie, na dodatek zdarza się, że jednocześnie z niskim poziomem witaminy D3. Uzupełnianie może być dość trudne, gdyż duże dawki od razu mogą dać silne objawy niedoboru. Trzeba obserwować swój organizm i reagować na jego sygnały. Pogorszenie samopoczucia to zazwyczaj sygnał, że idzie się nie w tę stronę co trzeba. Ogólnie – zatwardzenia i częstomocz to znak, że mamy za dużo wapnia, a za mało magnezu.

Wbrew plotom jakie można wyczytać w internecie, rodzaj suplementu nie ma większego znaczenia – wszystkie przyswajają się niemal identycznie, z wyjątkiem tlenku, który faktycznie jest sporo gorszy od innych. W aptece czy na allegro można za kilka zł kupić mleczan magnezu. Dawka – około 300 mg jonów dziennie. Tutaj warto przyjrzeć się ulotce, można wyczytać na niej np coś w rodzaju „450 mg mleczanu magnezu (45 mg jonów)”. Oznacza to, że w tabletce jest 45 mg magnezu, a nie 450 mg. Czyli trzeba 3 razy dziennie brać po 2 tabletki. Dodatkowo można osłonowo pić jedną tabletkę wapnia dziennie, wystarczy dowolny rozpuszczalny 400-500 mg.

Zazwyczaj jednocześnie brakuje też potasu. Tutaj tabletki niewiele pomogą – dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka, który nie ma żadnych niedoborów to około 4500 mg, a w tabletce może być np 30 mg. Nie wiem, kto i po co takie suplementy produkuje. Doskonałym źródłem potasu są banany (450 mg w jednym), a także sok pomidorowy, pomidory czy pomarańcze.