Oszustwa

W medycynie alternatywnej nie działa grubo ponad 90% reklamowanych sposobów. Ludzie wierzą w to wszystko, ale wynika to po prostu z ich ego – chcą poczuć się ważni. Można oczywiście iść na studia, zrobić doktorat, pracować w poważnym instytucie, dokonać jakiegoś odkrycia. Ale to trudne. Zamiast tego można sobie wmówić, że świat jest opryskiwany z samolotów przez jaszczuroludzi, szczepionki powodują autyzm, witamina C leczy raka… W ten sposób taka osoba poczuje się ważna, ona zna sekret, jest mądrzejsza od wszystkich naukowców z całego świata, bo przeczytała bloga albo obejrzała film na youtube. Ile ja już razy w życiu słyszałem „Dokształć się, ignorancie!”. Tyle, że nie były to prośby o skończenie studiów albo chociaż przeczytanie kilku specjalistycznych książek z danej dziedziny. Owo „dokształcenie się” miało polegać na obejrzeniu filmu z żółtymi napisami.

Zresztą, to działa w dwie strony. Równie idiotyczne argumenty słyszałem od „przeciwników” metod alternatywnych, ludzi którzy uważają, że żadna z nich nie może działać, bo przecież ich nie przebadaliśmy. W jaki sposób jedno wynika logicznie z drugiego – tylko oni wiedzą. Często „dowodem” było dla nich to, że tak jest napisane na wikipedii (gdzie nie ma żadnego odnośnika do badań, które to potwierdzają, po prostu czyjaś opinia).

Potrzeba bycia kimś ważnym jest zbyt silna, by logika mogła do takich osób dotrzeć, ale wierzę, że na stronkę trafiają też osoby rozsądne. Dla nich garść informacji o tym, czego unikać. Są to rzeczy, które nie działają, bo po prostu nie mogą działać, albo takie, które przez internetowych cwaniaczków są oferowane jako leki na dosłownie wszystko.

Przede wszystkim – wszelkiego rodzaju biorezonanse i inne magiczne pudełka, gdzie do człowieka podłączają druty i niby widzą, jakie on ma choroby. To jest czysty bełkot. Nie istnieją żadne „częstotliwości ludzkiego ciała” czy jak to jest tłumaczone przez oszustów. W praktyce nie różni się to od mówienia, że zdejmie się z kogoś urok i złą energię magiczną. Często urządzenia tego typu w ogóle nie mają elektrod dołączonych do komputera, tylko przewody są wetknięte w pudełko żeby „pacjentowi” wydawało się, że będą przesyłane jakieś „impulsy”.

Z tego samego powodu nie działają żadne „zappery”. Jeśli ktoś wmawia wam, że to działa i że to „czuje”, namówcie go na prosty test – będziecie tę cudowną maszynkę przykładać do jego ciała, ale tak, żeby nie widział czy jest włączona. Nagle okaże się, że już nie czuje działania.

Nie działa homeopatia. Z punktu widzenia nawet nie nauki, ale zwykłej logiki i wiedzy na poziomie szkoły podstawowej jest to bełkot tak kuriozalny, że nawet dziesięcioletnie dziecko powinno popukać się w głowę, słysząc te tłumaczenia.

Nie działają megadawki witaminy C. Owszem, powinno się uzupełnić jeśli jest się alkoholikiem, ale historie o jej cudownych właściwościach są wyssane z brudnego palucha. Były prowadzone poważne próby kliniczne, gdzie przez wiele lat podawano pacjentom witaminę C lub placebo, by sprawdzić, czy będzie jakakolwiek różnica w stanie zdrowia. Nie było. Suplementacja nie zmniejszyła ilości chorób serca, nie poprawiła struktury kolagenu (tak samo często pękały naczynia krwionośne w mózgu, zabijając pacjentów), nie zmniejszyła ryzyka zachorowania na nowotwory.

Ciężko oceniać skuteczność hipnozy, jako że niemożliwe jest przeprowadzenie badań pod kontrolą placebo. Można tylko porównać hipnozę do braku jakiejkolwiek terapii, a wiadomo, że nawet jeśli damy ludziom wodę z kranu i powiemy, że to lek, część z nich poczuje się lepiej. Jednak nawet jeśli wziąć badania przeprowadzone bez kontroli placebo za dobrą monetę, skuteczność będzie mizerna, rzędu kilku procent.