Odrobina psychologii

Problemy psychologiczne bez wątpienia zostały omówione znacznie lepiej na innych witrynach. Tutaj przedstawię mój punkt widzenia, który niekoniecznie musi być nawet nie tyle lepszy od innych, co w ogóle prawdziwy. Rozdział ten jest bardziej moimi przemyśleniami, niż faktycznym stanem wiedzy nauki.

Na wstępie, mechanizm uzależnienia chciałbym podzielić na dwie oddzielne części. Pierwsza będzie czysto psychologiczna, będzie ona wspólna dla wszystkich uzależnień, także na przykład od internetu. Druga – będą to mechanizmy fizjologiczne, gdzie rolę będzie odgrywać wyłącznie nasze ciało. Oczywiście te dwa mechanizmy zazębiają się, ale myślę, że bez problemu można je analizować oddzielnie. Na początek prostszy z nich, przyczyny organiczne.

Substancje uzależniające mają rodzaj mechanizmu, który sprawia, że nasze ciało traktuje je jako coś „dobrego”, a nawet niezbędnego. Mówi się często o głodzie narkotycznym, alkoholowym czy nikotynowym – i jest to bardzo trafne określenie. Jeśli przez jakiś czas mieliśmy kontakt z taką substancją, nasze ciało zaczyna ją traktować tak, jak ciało zdrowego człowieka traktuje normalne jedzenie czy picie. Bardzo często można spotkać się z opinią, że alkoholizm to wyłącznie wina osoby pijącej – opinią nieraz wygłaszaną przez ludzi, którzy nie są w stanie powstrzymać się od obżarstwa i przez to są otyli. To bardzo ważna informacja dla rodzin czy znajomych osób uzależnionych, które czytają ten fragment – dla takiego człowieka alkohol, nikotyna czy narkotyk to coś tak istotnego, jak dla nie uzależnionego zjedzenie obiadu, gdy jest bardzo głodny. Jeśli uważacie, że powstrzymanie tego głodu jest proste, przemyślcie swoje życie, ile w nim robicie błędów z lenistwa czy z powodu słabej woli – nie jesteście w stanie zmusić się do uprawiania sportu, diety, nauki czegoś, co pozwoli w przyszłości więcej zarabiać, znalezienia nowej pracy. A to wszystko są rzeczy o wiele prostsze, niż powstrzymanie głodu uzależnienia.

Ten sam problem dotyczy zresztą wszystkich schorzeń i zaburzeń psychicznych. Depresja, nerwica lękowa, jeśli ktoś tego nie poczuł, to często wydaje mu się, że przecież wystarczy „chcieć”. Niestety, to tak nie działa – próba powstrzymania depresji siłą woli przypomina próbę powstrzymania w ten sposób bólu zęba. W końcu to tylko ból, tylko uczucie, spróbuj o tym nie myśleć… Inna sprawa to ludzie, którzy pasożytują na tym problemie ze zdefiniowaniem i swoje najzwyklejsze w świecie lenistwo usprawiedliwiają depresją, której nie mają.

Bardzo często osoby wpadają w nałogi w młodości, albo przez to, że po prostu są w złym towarzystwie, a nigdy nie nauczyli się, że towarzystwo może być inne. Rodziców i znajomych w dzieciństwie się nie wybiera, te doświadczenia trwale kształtują psychikę i próba przeskoczenia tego jest często tak trudna, jak dla „zwykłego” człowieka przeskoczenie do poziomu Elona Muska. Gwarantuję, że gdyby Elon stracił wszystkie pieniądze i znajomości, za kilka lat znowu byłby milionerem. Każdy z nas mógłby być bardzo bogaty, gdyby tylko podejmował właściwe decyzje. Nie podejmujemy ich, bo nie mamy właściwych genów ani właściwego wychowania. Teoretycznie jest możliwe przebudowanie swojej psychiki, ale to zadanie naprawdę bardzo trudne, a praktycznie niemożliwe u osoby młodej. I tacy młodzi ludzie najczęściej wpadają w sidła uzależnień – zanim dorosną do tego, by próbować się zmienić, ich ciała już przyzwyczajają się do uzależniającej substancji i jest za późno.

Główny problem z uzależnieniem fizycznym jest taki, że zmienia ono nasz sposób myślenia. To, co nazywamy wolną wolą, jest w dużej mierze iluzją. Bardzo trudno to zaakceptować, każdemu przecież się wydaje, że jest panem swoich myśli. Ale przypomnijcie sobie, co robiliście gdy byliście zakochani, jakie głupoty, jak dużo potrafiliście sobie wmówić. Jak bardzo wasza opinia o drugiej osobie zmieniała się, gdy ten stan zakochania mijał. Podobnie jest w przypadku nałogów – podświadomość wychodzi na pierwszy plan. Taki człowiek będzie na przykład wmawiał sobie, że przecież nie ma problemu z uzależnieniem, bo pije tylko kilka piw dziennie, albo że nie przychodzi pijany do pracy. Osoba na początku drogi do heroinizmu będzie sobie wmawiała, że może spróbować jeszcze raz, bo w ten sposób sobie udowodni własną odporność na uzależnienie. Te pułapki myślenia są naprawdę trudne do wykorzenienia, przypomina to próbę przemówienia do rozsądku osobie zakochanej, albo głęboko religijnej. Dlatego często mówi się, że uzależniony musi dosięgnąć dna, bo dopiero wtedy naprawdę ciężko wmówić sobie, że nie ma żadnego problemu.

Podkreślam jeszcze raz – ta witryna na pewno nie umożliwi powrotu do kontrolowanego picia, palenia czy jakiejkolwiek innej formy kontrolowanego nałogu. U bardzo wielu osób to zapewne było pierwszą reakcją gdy usłyszeli, że suplementy pomagają – „o, będę mógł znowu normalnie pić!”. To jest właśnie doskonały przykład tego, jak podświadomość po raz kolejny chciała człowieka oszukać.

Przejdźmy do przyczyn czysto psychologicznych.

Część już wymieniłem – psychika ukształtowana przez tradycję, w której substancje uzależniające grają główną rolę. Że czasem trzeba się napić, że bez piwa nie można obejrzeć meczu, że po seksie wypada zapalić papierosa – to są pojedyncze przykłady, u osób wywodzących się ze środowisk patologicznych jest tego znacznie więcej. Tacy ludzie po prostu nie wiedzą, jak można żyć inaczej. Żeby skutecznie wyjść z uzależnienia, taki człowiek musi całkowicie zmienić środowisko, a także – dosłownie – nauczyć się żyć na nowo.

Garść porad dla takich osób.

Po pierwsze, trzeba wziąć kartkę papieru, długopis i wypisać wszelkie sytuacje, w których sięga się po uzależniającą substancję. To naprawdę ważne – żeby to fizycznie zapisać na kartce papieru. Nie na komputerze, gdzie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że informacja znika, jest mało istotna, tylko właśnie na papierze. Potem wystarczy tych sytuacji unikać. Niestety, będzie to się wiązać ze zmianą otoczenia, a na początku z odrzuceniem z grupy znajomych, ale warto – prędzej czy później pojawią się nowi ludzie. Warto skupić się też na szczegółach – na przykład w sklepie wybierać tę kasę, przy której nie sprzedaje się alkoholu.

Druga rzecz, to próba identyfikacji wyuczonych mechanizmów, którymi nasza podświadomość próbuje nas oszukać. Zrobienie tego na własną rękę jest bardzo trudne, nieoceniona jest pomoc kogoś, kto potrafi – i chce – spojrzeć na to wszystko z boku. Typowy przykład mechanizmu to „znalezienie sobie problemu”. Najczęściej są to kompletne pierdoły, że jakaś partia polityczna przegrała, że umarł jakiś znajomy znajomego, innymi słowy – rzeczy, które w ogóle uzależnionego bezpośrednio nie dotyczą, ale będzie się nad nimi rozczulał, żeby mieć zmartwienie które trzeba zapić.

Bardzo częsty mechanizm to agresja skierowana w stronę innych ludzi, po to, by wzbudzić w nich negatywną reakcję, będącą powodem do picia. Uzależniony podświadomie niszczy wszystkie możliwe drogi do zmiany swojego otoczenia, po to, żeby wrócić do starych nawyków, do towarzystwa innych alkoholików i użalania się nad sobą. Podstawa to zdanie sobie sprawy z tego, że to robimy i dlaczego to robimy. Dopiero wtedy można przystąpić do prób naprawy – polecam książkę „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. Oczywiście podświadomość będzie próbowała storpedować ten pomysł, na przykład wmawiając osobie uzależnionej że to „fałszywe” i „nie będzie sobą”, albo inne tego rodzaju brednie.

Kolejny problem, osoby współuzależnione. Wielokrotnie widziałem mechanizm przemocy w rodzinie, gdzie kobieta po prostu wychowywała sobie agresora. Robiła mu z życia piekło, stosując przemoc psychiczną, do momentu gdy ten użył jakiejś formy agresji – wtedy zamieniała się w aniołka. Stopniowo go do tego przyzwyczajała, od podnoszenia głosu, poprzez rzucanie przedmiotami, aż do normalnej przemocy. Z alkoholizmem często jest podobnie – gdy tylko taka osoba próbuje przestać pić, rodzina może robić wszystko, by to torpedować. Byłem świadkiem, gdy kobieta której mąż rzucił picie, zaczęła kupować bezrobotnemu synowi alkohol, aż ten się głęboko uzależnił. Niestety, nie ma tu złotej rady co zrobić z takimi osobami, zwłaszcza że często po prostu fizycznie niemożliwym jest odizolowanie ich od siebie.

Dość popularna jest hipoteza stresu. Pytanie tylko, na ile jest ona prawdziwa? Wiadomo, że uzależnieni od alkoholu mają poziom stresu o wiele wyższy, ale czy jest to przyczyna nałogu, czy może raczej skutek? Przyjrzyjmy się wynikom badań na zwierzętach:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3247761/

Widać wyraźnie, że nagły stres nie wpływał na zwiększenie chęci spożywania alkoholu (a nawet ją zmniejszał), za to taki o mniejszym natężeniu, za to ciągły – wyraźnie zwiększał spożycie, szczególnie wtedy, gdy aplikowano go w młodości zwierzęcia. Wygląda więc na to, że wpływ będzie miało ciągłe poczucie zagrożenia, ale nie będzie to bardzo wyraźny efekt. Biorąc to pod uwagę, powiedziałbym, że zwalczanie chronicznego stresu nie powinno być priorytetem.